Kacper Miklaszewski
Recenzja z koncertu; Ruch Muzyczny 5/2002
Pianistka, absolwentka Konserwatorium Moskiewskiego, od pewnego czasu mieszka w Polsce, we Wrocławiu, gdzie wykłada w Akademii Muzycznej i PSM II st., jest ceniona za trafne i przemyślane komentarze muzyczne oraz serdeczny stosunek do uczniów. W Warszawie wystąpiła 6 marca w Studiu Koncertowym im. Lutosławskiego z recitalem złożonym z klasycznych pozycji muzyki zachodnioeuropejskiej oraz muzyki rosyjskiej – zaprezentowała „Karnawał wiedeński op. 26” Schumanna i „Gaspard de la nuit” Ravola oraz „Dwa poematy op. 32” i dwie „Etiudy cis-moll (op. 2 nr 1, op. 42 nr 5)” Skriabina, a także trzy najpopularniejsze „Preludia (Es-dur op. 23 nr 6, gis-moll op. 32 nr 12, g-moll op. 23 nr 5)” i cztery znacznie rzadziej grywane „Etudes-tableaux (g-moll op. 33 nr 8, c-moll op. 39 nr 1, a-moll op. 39 nr 6, Es-dur op. 33 nr 7)” Rachmaninowa.
Precyzja gry i godne podziwu umiejętności techniczne pozwalają Rusinie kreować interpretacje czytelne, łatwo rozwijające przed słuchaczem całość skomplikowanych form, przekonujące pod względem stylistycznej konsekwencji i logiki muzycznej narracji.
W „Karnawale wiedeńskim” zachwyciło mnie mikrofrazowanie, zróżnicowana artykulacja, naturalne wykonanie wszystkich szalonych rytmów, retoryczne „gadanie” oraz – nie mniej ważne – piękne budowanie nastroju wielowątkowej opowieści. W tryptyku Ravela barwy zmiennych harmonii urzekały blaskiem – do uszu słuchaczy dochodziło wiele dźwięków tworzących zwiewne muzyczne tkaniny, w innych wykonanich często zamazywanych i podporządkowanych barwie traktowanej jako szum. Wreszcie w kompozycjach Rachmaninowa zachwycało trafne odczytanie warstwy rytmicznej, wiele znaczącej we własnych interpretacjach kompozytora. Wielce oryginalne wykonanie „Preludium g-moll” i „Etiudy a-moll” miało swe źródło nie tylko w owej rytmicznej precyzji, lecz także w zasługującej na najwyższe uznanie kulturze dźwiękowej pianistki. Choć nie brak było forte, a struna w dyszkancie w pewnej chwili złowieszczo gwizdnęła, brzmienie nie było ani forsowne, ani ostre. Dziwiło mnie nie tylko upodobanie do długiego przetrzymywania prawego pedatu, całkiem niepotrzebne w wykonanich tak znakomicie rysujących wszystkie fortepianowe faktury i zawierających tak precyzyjnie wyrażone myśli. Wiem jednak, że na estradzie Studia im. Lutosławskiego fortepian brzmi znacznie „suszej” niż w fotelach dla słuchaczy, co dla wykonawcy rzadko występującego w tym miejscu może być mylące.
Przy całej technicznej swobodzie i niezaprzeczalnej wirtuozerii Rusina tworzy dramaty zgodne z subtelną wrażliwością swej duszy, nie usiłuje budować napięć wymyślonych, wszechpotężnych i sztucznych. Ta szczerość wobec własnych muzycznych przekonań jest bodaj nacenniejszym walorem jej gry i cechą godną naśladowaia przez pianistyczną młodzież.
Kaziemierz Kościukiewicz
Kameralistka i skrzypcowe przeboje; Ruch Muzyczny 6/2003
Praktyczny styl myślenia dyrektora-menedżera Filharmonii Wrocławskiej, Lidii Geringer d’Oedenberg, przynosi owoce. Konsekwntne nakłanianie solistów wieczorów piątkowych do występów kameralnych stało się regułą, co więcej – koncerty te mają już swoją publiczność. Tak przedstawiła się w październiku ukraińska pianistka Olga Dudnik z Kameralistami Filharmonii, w listopadzie wiolonczelista Aleksander Rudin z Mirosławem Gąsieńcem, a ostatnio Radosław Szulc, który najpierw wystąpił jako skrzypek i dyrygent w orkiestrowym programie Mozartowskim z udziałem drugiej skrzypaczki Akiko Tanaki („Adagio” na skrzypce i orkiestrę, „Concertone KV 190”, „Symfonia A-dur KV 201”), zaś następnego wieczoru (1 lutego) wraz z towarzyszącą mu wrocławianką Olgą Rusiną (w bisie także z dokooptowaną Tanaką) cieszył miłośników skrzypcowej kameralistyki.
Program zadowolił koneserów, zaspokoił też oczekiwania innych melomanów. Okazał się dość typowym w takich przypadkach kompromisem pomiędzy formułą „wieczoru sonat” a recitalem: w pierwszej części sonaty na skrzypce i fortepian („G-dur KV 301” Mozarta i „D-dur op. 94” Prokofiewa), w drugiej – skrzypcowe przeboje („Walc-Scherzo” Czajkowskiego, „Legenda” Wieniawskiego, „Melodie cygańskie” Sarasatego, a na bis jego „Navarra” na dwoje skrzypiec z fortepianem i „Medytacja” z opery „Thais” Masseneta).
Skrzypek już poprzedniego wieczoru dowiódł, że znakomicie czuje się w muzyce wiedeńskiego klasyka. Rozumie jej lekki i finezyjny styl. Potwierdził to w „Sonacie G-dur”, ujmując naturalnością, wdziękiem oraz wykwintnym brzmieniem instrumentu. Okazał się przy tym muzykiem, który znakomicie słyszy i słucha partnera. Tu jednak, podobnie jak w „Sonacie” Prokofiewa, rasową kameralistką okazała się Olga Rusina, znana dotąd przede wszystkim z występów solowych (aczkolwiek tydzień przedtem miałem okazję podziwiać ją w roli idealnej akompaniatorki Elżbiety Kaczmarzyk-Janczak podczas zainicjowanego przez Ewę Michnik nowego cyklu „Wieczory z gwiazdą” w Operze Wrocławskiej). Jej postawa w jakimś sensie dyskretna i podporządkowana całkowicie współtworzeniu dzieła, a mimo to nie pozostawiająca wątpliwości co do muzycznej wagi i zawartości partii oraz własnych walorów pianistycznych (absolutna precyzja, stylowy „mozartowski” dźwięk, cudowne frazowanie) – narzucały się z nieodpartą siłą. Mimo równorzędności ról wyznaczonych przez kompozytora, to właśnie jej gra dawała gwarancję gatunkowej tożsamości formy kameralnej. Z uwagi na skalę środków obu instrumentów integralność muzycznego współdziałania zaznaczyła się jeszcze mocniej w „Sonacie” Prokofiewa. Tak spójny i harmonijny kształt dzieła – przy całym jego muzycznym bogactwie, zróżnicowaniu i l’rokofiewowskiej ekstrawagancji – sugerowały, że artyści współpracują ze sobą od lat... Tymczasem mieli za sobą bodaj dwie próby.
W części recitalowej Radosław Szulc był już niekwestionowanym „solistą” (błyskotliwa interpretacja „Walca-Scherza”, nastrojowa „legenda” i efektowne „Melodie cygańskie”), w pianistyce miał jednak zawsze czujną i niezawodną partnerkę.
Występy Szulca we Wrocławiu to z całą pewnością piękne doświadczenie, a zarazem potwierdzenie wysokiej pozycji artysty na niemieckim rynku muzycznym. Rozpoznanie w Oldze Rusinie tak znakomitej kameralistki i akompaniatorki – to radosne i ogromnie cenne odkrycie!
Walentyna Węgrzyn
Muzyka rosyjskiej nostalgii; Ruch Muzyczny 1/2004
Programy koncertów symfonicznych w Filharmonii Wrocławskiej konstruowane są z wielkim smakiem zarówno w sferze stylistycznej jak i w zakresie budowania kojarzeń i kontrastów. Można to również powiedzieć o wieczorze, w którym znalazły się dzieła pochodzące z tego samego kręgu narodowego i stylistycznego z II połowy XIX i I połowy XX wieku - Czajkowskiego i Rachmaninowa. Solistką koncertu była pianistka rosyjska Olga Rusina, zamieszkała we Wrocławiu i tu we wrocławskej Akademii Muzycznej prowadząca ożywioną działalność pedagogiczną. W jej wykonaniu usłyszeliśmy znany i popularny II koncert fortepianowy c-moll Sergiusza Rachmaninowa. Utwór jest tak znany, posiada tak wiele wersji wykonawczych, że łatwo wskazać na wzory typowe, mistrzowskie i stylowe. W interpretacji Olgi Rusiny można powiedzieć o istnieniu pewnej charakterystycznej dla muzyki nuty zadumy, nostalgii prezentowanej w sposób elegancki, powściągliwy i przez to chyba najbardziej typowy, jaki udało się słyszeć ostatnio.
Nie jest tu ważna ocena techniki, biegłości czy nawet pewnej błyskotliwości przebiegu. Właściwy klimat tego dzieła, dobre brzmienie fortepianiu z orkiestrą w całości odsłoniły nostalgiczny, wyrastający z tradycji rosyjskiej styl Rachmaninowa.Koncert prowadził egipski dyrygent Ahmed-El-Saedi, który zaprezentował swoją sztukę interpretacji w mało znanej symfonii Piotra Czajkowskiego „Manfred”. Również w tym utworze dyrygent wykazał duże panowanie nad proporcjonalnym brzmieniem, charakterystyczną dla muzyki rosyjskiej dynamiką i szeroką melodyjną frazą. Był on właściwym kreatorem tego wieczoru zarówno w koncercie fortepianowym jak i w symfonii. Wspólnie z pianistką stowrzył on wieczór pełen zadumy, nostalgii i dobrego symfoniczngo brzmienia.